Ten wpis odnosi się do materiału źródłowego: rmf24.pl. Tekst poniżej to nasz własny komentarz, nie tłumaczenie ani kopia źródła.
W sobotę, 5 września, alejki ogrodów Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie zapełniły się sztafetami. To 31. edycja Biegu po Nowe Życie, jednej z największych w Polsce inicjatyw promujących transplantologię, w tym roku obchodząca piętnastolecie całej serii. Pierwsza edycja odbyła się piętnaście lat temu w Hotelu Gołębiewski w Wiśle, a od tamtej pory wydarzenie regularnie wraca też do ogrodów wilanowskiego pałacu, gdzie odbywały się już między innymi jego 21., 25. i 28. odsłona.
Formuła od lat pozostaje ta sama: uczestnicy tworzą czteroosobowe sztafety, a każda osoba w drużynie pokonuje symboliczny dystans jednego kilometra marszem nordic walking. W szeregach maszerujących spotykają się osoby po przeszczepach, lekarze transplantolodzy, znane postaci ze świata kultury i mediów oraz młodzież z warszawskich szkół. Każdy przebyty kilometr ma być symbolicznym gestem solidarności z biorcami przeszczepów i rodzinami dawców.
Generał, który maszerował po raz pierwszy
Wśród tegorocznych uczestników szczególną uwagę zwrócił gen. bryg. Łukasz Andrzejewski-Popow, radca generalny Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Trzynaście miesięcy wcześniej przeszedł on przeszczep nerki, a dawcą był jego brat Tomasz. W tegorocznej edycji wziął udział w jednej ze sztafet po raz pierwszy w życiu. Jego historia, choć osobista, wpisuje się w cel całego wydarzenia: pokazać, że transplantacja to nie ostatnia deska ratunku, tylko skuteczna metoda leczenia, po której można wrócić do pełnej aktywności, także sportowej.
Dla Wilanowa Bieg po Nowe Życie to od lat coś więcej niż jednorazowy festyn. Muzeum Pałacu Króla Jana III regularnie użycza swoich ogrodów pod wydarzenia o charakterze społecznym i charytatywnym, obok własnego, bogatego programu kulturalnego i historycznego. Skala tegorocznej edycji, licząc po dotychczasowych latach organizowanych tu odsłon w dziesiątkach sztafet, potwierdza, że impreza na stałe wpisała się w kalendarz dzielnicy, nawet jeśli jej zasięg i przesłanie mają wymiar ogólnopolski, a nie wyłącznie lokalny.
Sam pomysł na formułę, marsz zamiast klasycznego biegu na czas, sprawia, że w wydarzeniu mogą uczestniczyć osoby w bardzo różnej kondycji fizycznej, w tym pacjenci wciąż wracający do pełnej sprawności po zabiegu. To ważne, bo grono uczestników z każdym rokiem się poszerza, a organizatorzy podkreślają, że liczy się tu przede wszystkim gest solidarności, nie wynik sportowy. Dla mieszkańców Wilanowa, którzy we wrześniu i tak często odwiedzają ogrody pałacowe przy okazji innych wydarzeń kulturalnych, sobotni marsz był okazją, żeby natrafić na coś zupełnie innego niż koncert czy festyn rzemieślniczy, czyli na spotkanie z ludźmi, dla których obecność na tej trasie oznacza coś więcej niż spacer po parku.
